Ja zacznę może od tego, że wcale nie chciałam jechać na WWO. Od kilku miesięcy miałam dość wspólnoty, bo w ogóle jej nie doświadczałam, miałam poważne myśli o odejściu. Poza tym byłam strasznie zmęczona posługą lidera diakonii, więc już wcale nie uśmiechała mi się perspektywa jechania na reko by posługiwać. I pewnie bym zrezygnowała, gdyby nie fakt, że zaprosiłam koleżankę i nie chciałam jej stawiać w takiej sytuacji, że mnie nie będzie.
Przez pierwsze 3 dni niewiele zmieniało się w moim nastawieniu, wręcz przeciwnie, moja irytacja na wspólnotę była coraz większa, a mój introwertyzm wzrastał. Czas wolny spędzałam samotnie w pokoju. Przełom nastąpił w środę, kiedy wysiliłam się, żeby wyłonić się z mojej jaskini do ludzi. Nagle przebywając wśród nich, ogarniał mnie pokój, wszystkie przygnębiające myśli odeszły, a Pan pokazywał mi, że to właśnie moje siostry i bracia są moim uzdrowieniem. Oniemiałam dostrzegając ten tak można by powiedzieć prosty lek, bo nigdy wcześniej nie wpadłam na to. No cóż tak właśnie działa Bóg
Nigdy nie spodziewałabym się, że tak mocno doświadczę Boga na tym WWO, Jego miłości i obecności. Nie mam już myśli o odejściu, bo czy mogłabym dobrowolnie rezygnować z leku?? No to byłoby samobójstwo.
Dlatego dziękuję wszystkim wspaniałym ludziom, przez których Bóg mógł mnie uzdrawiać! Wyście po prostu byli, a ON działał! Chwała Najwyższemu!!!

Bo Ty jesteś w tchnieniu wiatru, porannej rosie...